Kiedyś dawno temu pojawił się tekst ("Kibole") o przestępczości wśród młodzieży nie powiem zaciekawił mnie nawet bardzo ale nie chciałem się wtedy wypowiadać na ten temat by nie narobić sobie wrogów.....jednak gdy zobaczyłem w dzienniku polskim (który wychodzi w Małopolsce), tekst na 1 stronie, pani "psycholog" Barbary jakiejś tam o przestępczości wśród nieletnich to myślałem, że krew mnie zaleje.
Co z życia?
czwartek, 4 września 2014
czwartek, 21 sierpnia 2014
Kara śmierci na podstawie Cezarego Pazury
W sporze o istnienie kary śmierci postawiłbym się niej więcej pośrodku, ponieważ kara śmierci powinna być, ale z drugiej strony...... Według mnie w wielu przypadkach kara śmierci jest przywilejem. Szczerze mówiąc jakbym miał do wyboru potrójne dożywocie w zakładzie o zaostrzonym rygorze, a krzesełko, to z pewnością wybrałbym to drugie. Natychmiastowa śmierć dla większości przestępców jest aktem łaski, gdyż uwalnia ich od problemów codziennego życia. Taki człowiek po śmierci nie czuje bólu i cierpienia (bo nie żyje, to chyba jasne) w przeciwieństwie do rodzin(y) ofiar(y). Nie należy go skazywać, ale dostarczyć mu identycznych "wrażeń" do tych, które przeżywała ofiara i przeżywa i będzie przeżywać rodzina(y) poszkodowan(ych)e(j)go (a jeśli taka nie istnieje to co? może to go czegoś nauczy).
Dobra, dość pieprzenia, zastosujmy to w teoretycznej praktyce. Np.: Grzegorz Brzęczyszczykiewicz połamał nogi Cezaremu Pazurze, obciął jaja, a później go zabił (w końcu ktoś się odważył), to nie dostaje pięciu lat w zawiasach, tylko brat Pazury łamie skurwysynowi nogi, a jego matka obcina mu jaja (w tym miejscu wiadomo jeszcze dlaczego taki wyrok). Następnie bandyta ląduje w kiciu na 10 lat, zostaje przymocowany do łóżka, żeby przez przypadek nie popełnił samobójstwa, wszystko, co niezbędne do życia podawane mu jest przy pomocy kroplówek, a pomieszczenie, w którym się znajduje, jest całkowicie dźwiękoszczelne i brak w nim światła.
Dlaczego tak? Ponieważ rodzina Pazurów straciła coś bezcennego, mianowicie członka rodziny, więc skurwiela trzeba też pozbawić czegoś bezcennego - wolności. Natomiast to, co napisałem powyżej, jest sposobem, aby taki palant wiedział, że jest w więzieniu, a nie na przymusowych wczasach za pieniądze podatników. Niestety po tak długim pobycie w takich warunkach człowiek nie jest w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie i to jest bardzo dobry powód, aby go odstrzelić. A co z humanitaryzmem? Pierdolić humanitaryzm!!! Jeśli człowiek nie okazuje skrupułów i morduje brutalnie innego człowieka, nie zasługuje na żadną litość. Tak, wiem, należy świecić przykładem, a nie mówić, że coś jest złe i robić to samo. Ale dlaczego to zawsze ta dobra część społeczeństwa ma świecić przykładem, jak i tak gówno z tego wyjdzie, a przestępcy po odsiedzeniu śmiesznego wręcz wyroku wyjdą na wolność i będą zabijać dalej? Kara śmierci może być, ale bandyta najpierw powinien pocierpieć, bo szybki zgon to dla mnie żadna kara.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Krytyka i obrona kościoła
Krytyka i obrona Kościoła
Żeby nie wyjść od razu na człowieka, który potrafi tylko się czepiać, to muszę przyznać, że w kilku aspektach ateiści mają rację. Wiem, że wśród księży znajdą się tacy, którzy nie powinni być w służbie bożej. Wiem, że część z nich liczy tylko na wypełnienie swojego portfela albo kupno nowego samochodu. Znałem również dwóch, którzy utrzymywali kontakty (raczej nie religijne) z parafiankami. Wiem, że czasem przedstawiciele kleru każą płacić za wiele rzeczy, ale jednak sądzę (a przynajmniej mam nadzieję), że większość z nich to ludzie przyzwoici, mający na celu dobro innych, chcący zrobić coś, żeby na Ziemi ludziom działo się lepiej (exemplum wszyscy misjonarze niosący nie tylko ewangelię, ale i pomoc materialną, medyczną, wsparcie duchowe itp.) Ja również miałem w rodzinie samobójcę i również były problemy z pochówkiem, ale w końcu udało się wszystko załatwić. Ja też nie rozumiem tej sytuacji, bo przecież Jezus uczył, że wszyscy są równi i że „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem” (nie wiem, czy cytuję dokładnie), a nawet jest taki uczynek miłosierny względem ciała, ustalony przez Kościół, a mówiący o obowiązku każdego chrześcijanina do grzebania umarłych. Prawdą jest też, że (i tu zgodzi się ze mną chyba każdy znający obecne, jak i historyczne realia) Kościół od dawna mieszał się do polityki (vide XI-wieczny Dictatus Papae) i nadal to robi.
Żeby nie wyjść od razu na człowieka, który potrafi tylko się czepiać, to muszę przyznać, że w kilku aspektach ateiści mają rację. Wiem, że wśród księży znajdą się tacy, którzy nie powinni być w służbie bożej. Wiem, że część z nich liczy tylko na wypełnienie swojego portfela albo kupno nowego samochodu. Znałem również dwóch, którzy utrzymywali kontakty (raczej nie religijne) z parafiankami. Wiem, że czasem przedstawiciele kleru każą płacić za wiele rzeczy, ale jednak sądzę (a przynajmniej mam nadzieję), że większość z nich to ludzie przyzwoici, mający na celu dobro innych, chcący zrobić coś, żeby na Ziemi ludziom działo się lepiej (exemplum wszyscy misjonarze niosący nie tylko ewangelię, ale i pomoc materialną, medyczną, wsparcie duchowe itp.) Ja również miałem w rodzinie samobójcę i również były problemy z pochówkiem, ale w końcu udało się wszystko załatwić. Ja też nie rozumiem tej sytuacji, bo przecież Jezus uczył, że wszyscy są równi i że „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem” (nie wiem, czy cytuję dokładnie), a nawet jest taki uczynek miłosierny względem ciała, ustalony przez Kościół, a mówiący o obowiązku każdego chrześcijanina do grzebania umarłych. Prawdą jest też, że (i tu zgodzi się ze mną chyba każdy znający obecne, jak i historyczne realia) Kościół od dawna mieszał się do polityki (vide XI-wieczny Dictatus Papae) i nadal to robi.
Teraz przejdę do argumentów, z którymi się nie zgadzam. Po pierwsze – nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wyglądałby obecny świat, gdyby nie chrześcijaństwo. Nie mówię tu tylko o takich „drobiazgach” jak cała kultura cywilizacji zachodniej, która przecież opiera się na Biblii i czerpie z niej pełnymi garściami. Nie mówię o tym, że nie powstałyby takie cudowne rzeźby jak chociażby „Pieta”, nie zbudowano by tylu wspaniałych budowli jak Bazylika św. Piotra, kolońska katedra czy – żeby nie szukać daleko – Kościół Mariacki w Krakowie. Nie wspomnę nawet o arcydziełach malarstwa, ani literatury. Chodzi mi tu głównie o zwykłą ludzką moralność. Już teraz, gdy coraz więcej ludzi jest ateistami, można zaobserwować rozprzężenie moralne na skalę światową, jakiego nie można było sobie jeszcze kilkaset lat temu wyobrazić! Wiem, że samo bycie katolikiem czy protestantem nie gwarantuje czyjegoś poprawnego zachowania, ale jednak trzeba przyznać, że Dekalog zrobił dla ludzkości bardzo wiele. Nie można odmawiać użyteczności czemuś, co sprawia, że ludzie nie zabijają się na każdym kroku (wiem, że Kościół był nie raz powodem niewinnego rozlewu krwi, czego przykładem mogą być krucjaty, bądź „polowania na czarownice” i choć jest to ciemna karta w historii Kościoła, to jednak i tak uczynił on nieporównywalnie więcej dobra niż zła)
Ktoś pisze: „księża to darmozjady, pijawki żerujące na łatwowierności wiernych”. Nie wiem jak jemu, ale mi nie podoba się szufladkowanie vel generalizowanie. Wiem, że wśród młodych ludzi znajdą się pijacy i chuligani, ale nie lubię jak starsi ludzie mówią: „Cała dzisiejsza młodzież, tylko jedno ma w głowie! Żeby się tylko napić albo zapalić tę <heroinę>” . Tak samo zdaję sobie sprawę (o czym już pisałem), że wśród księży znajdą się ludzie źli, ale nie znaczy to, że wszyscy tacy są. W arcie, o którym ciągle zanudzam znajdują się też słowa: „Księża zajmujący się cmentarzami często usuwają stare groby i sprzedają w ten sposób uzyskane kwatery. Ostatnio głośno było o takim przepadku w byłym woj. siedleckim. Całą sprawę szybko zatuszowano (...)” Autor podaje jeden (sic!) przypadek na caaaałą Polskę, jak ona długa i szeroka, i twierdzi, że to jest „często”. Wydaje mi się, że duża część argumentów, opiera się na takim właśnie „często”. Powtórzę jeszcze raz, żebyśmy mieli jasność – to, że zdarzył się jeden taki ksiądz, to nie znaczy, że wszyscy tacy są. Podobnie jest chyba ze sprawą kazań i związanymi z nimi „dejavu”. Nie wiem, czy jest tak u nich we wsi, ale u mnie kazania są wymyślane przez księży i choć tyczą tych samych – co jakiś czas – tematów, to jednak za każdym razem mowa jest o czym innym. A już na pewno nie ma powtarzania tych samych kazań.
A co do płacenia na tacę i za usługi typu chrzest czy bierzmowanie, to chyba zrozumiałe jest, że rachunki za światło i ogrzewanie tak wielkich budynków same się nie zapłacą. A do tego dochodzą remonty, wystrój kościoła na jakąś ważną okazję itp. A co jest złego w tym, że księża głaskają małe dzieci jeśli te rzucą na tacę? Muszę chyba uświadomić niektórych, że nie każdy ksiądz głaszcze dzieci i że nie przechodzą specjalnego treningu w seminarium w tej niezwykle trudnej, a zarazem przydatnej na pozyskiwanie pieniędzy sztuce. A może te ich niecne postępki są powodem zubożenia polskich rodzin o zastraszające sumy dochodzące nawet do dwóch złotych tygodniowo? A ja sądzę, że tak naprawdę to wszyscy (podkreślam – wszyscy) księża to pedofile i w ten sposób próbują dać ujście swym nieczystym żądzom. I dlatego należy spalić wszystkich w sutannach na stosie, a razem z nimi tych ich Hitlerjugend zwanych ministrantami!!!
Ktoś pisze: „księża to darmozjady, pijawki żerujące na łatwowierności wiernych”. Nie wiem jak jemu, ale mi nie podoba się szufladkowanie vel generalizowanie. Wiem, że wśród młodych ludzi znajdą się pijacy i chuligani, ale nie lubię jak starsi ludzie mówią: „Cała dzisiejsza młodzież, tylko jedno ma w głowie! Żeby się tylko napić albo zapalić tę <heroinę>” . Tak samo zdaję sobie sprawę (o czym już pisałem), że wśród księży znajdą się ludzie źli, ale nie znaczy to, że wszyscy tacy są. W arcie, o którym ciągle zanudzam znajdują się też słowa: „Księża zajmujący się cmentarzami często usuwają stare groby i sprzedają w ten sposób uzyskane kwatery. Ostatnio głośno było o takim przepadku w byłym woj. siedleckim. Całą sprawę szybko zatuszowano (...)” Autor podaje jeden (sic!) przypadek na caaaałą Polskę, jak ona długa i szeroka, i twierdzi, że to jest „często”. Wydaje mi się, że duża część argumentów, opiera się na takim właśnie „często”. Powtórzę jeszcze raz, żebyśmy mieli jasność – to, że zdarzył się jeden taki ksiądz, to nie znaczy, że wszyscy tacy są. Podobnie jest chyba ze sprawą kazań i związanymi z nimi „dejavu”. Nie wiem, czy jest tak u nich we wsi, ale u mnie kazania są wymyślane przez księży i choć tyczą tych samych – co jakiś czas – tematów, to jednak za każdym razem mowa jest o czym innym. A już na pewno nie ma powtarzania tych samych kazań.
A co do płacenia na tacę i za usługi typu chrzest czy bierzmowanie, to chyba zrozumiałe jest, że rachunki za światło i ogrzewanie tak wielkich budynków same się nie zapłacą. A do tego dochodzą remonty, wystrój kościoła na jakąś ważną okazję itp. A co jest złego w tym, że księża głaskają małe dzieci jeśli te rzucą na tacę? Muszę chyba uświadomić niektórych, że nie każdy ksiądz głaszcze dzieci i że nie przechodzą specjalnego treningu w seminarium w tej niezwykle trudnej, a zarazem przydatnej na pozyskiwanie pieniędzy sztuce. A może te ich niecne postępki są powodem zubożenia polskich rodzin o zastraszające sumy dochodzące nawet do dwóch złotych tygodniowo? A ja sądzę, że tak naprawdę to wszyscy (podkreślam – wszyscy) księża to pedofile i w ten sposób próbują dać ujście swym nieczystym żądzom. I dlatego należy spalić wszystkich w sutannach na stosie, a razem z nimi tych ich Hitlerjugend zwanych ministrantami!!!
Reasumując: uważam, że w kilku sprawach miał ten ateista rację, ale większość pozbawiona była dowodów albo chociaż logiki (tak jak w sprawie rzekomej komercjalizacji Kościoła. Nie potrzeba chyba być Holmesem, żeby wydedukować, że msze transmitowane w TV są po to, aby chorzy lub starsi ludzie, nie musieli pędzić kilka kilosów do najbliższego kościółka w każdą niedzielę).
niedziela, 27 lipca 2014
Dzień z życia nastolatki
Dzień z życia nastolatki. To był zwykły czwartek...
godzina 00:10
(coś źle nastawiłam i włączyła się wieża...)
Krzyki Limp Bizkit wspaniale zachęcają mnie do wstania z łóżka.. odruchowo włączam telewizor-na rtl2 leci jakiś pornos:
-dziwne o siódmej rano?? Teraz powinno lecieć moje ulubione anime*!!!?? (myślę głośno)
Patrzę na zegarek.........-o qr**!!!!!
Wyłączam odbiornik i idę spać.
Godzina 08:00
Zostaje obudzona przez psa (14kg), który "przypadkowo" nadepnął mi na brzuch. Włączam TV-tym razem wszystko normalnie. Idę do łazienki. Następnie udaję się w stronę kuchni. Otwieram lodówkę- jak zwykle nic nie ma. Wyjmuję mleko i próbuje zagotować. Za 17 razem udaje mi się podpalić gaz. OK.!- wykrzykuje. Idę oglądać TV (całe szczęście- dzisiaj do szkoły mam na 11:25).
Godzina 08:04
Po paru minut pies zaczyna szczekać. Przypominam sobie o mleku. Kiedy już opanowałam sytuację, biorę ulubiony kubeczek z napisem: "I kill Britney and some skin's" i wsypuje do niego kawę. Po chwili orientuje się w sytuacji- biorę drugi kubek i wsypuję kakao.
Godzina 08:06
Zabieram śniadanie (pączek i kakao) i idę oglądać TV.
Godzina 08:28
Skończyłam jeść i śpiewać "Stronger". Udaję się ponownie do łazienki.
Godzina 08:30
Nakładam pastę na szczoteczkę i wkładam do ust. Patrząc w lustro spostrzegam, że to nie moja szczoteczka! Przypominam sobie, iż wczoraj myłam nią zabłocone glany.
Godzina 08:45
Włączam komputer.
Godzina 09:00
Odbieram pocztę (20 maili- w tym 2 normalne)
Godzina 09:20
Gram w grę przeglądarkową - nie ma to jak poranny sport.
Godzina 09:45
Dzwonek od domofonu (podchodzę do aparatu):
-Słucham! - mówię to poważnym głosem
-Idziesz do szkoły?- ironicznie pyta koleżanka z klasy
-(chwila zastanowienia i spoglądania na zegarek) Co tak wcześnie??
-Nudziło mi się w domu, idziesz?!
(zauważcie iż nadal nie jestem ubrana)
-Idę...wejdź na górę! (mieszkam na I piętrze)
-Nie...poczekam..
-To długo potrwa!
-Nie.......
Po pięciu minutach udaję mi się ją przekonać.
Pędzę do pokoju i wkładam spodnie.
Godzina 10:00
Jestem ubrana. Pakuję książki do plecaka. Podnoszę plecak. Za ciężko. Przecież muszę dbać o figurę! Wyjmuję parę (wszystkie).
Godzina 10:23
Wiążę sznurówki od moich glanów, znowu jedna się urwała. Koleżanka (trochę hipiska) robi mi uwagi w stylu: glany świecą ci się jak skinowi!
Godzina 10:45
Wychodzimy z domu. Rozmawiamy o kilku nieznośnych kolegach i koleżankach z klasy. Potem klniemy nauczycieli. Idziemy na cmentarz, następnie stwierdzamy iż nie mamy ochoty na szlugi. Przechodzimy obok domu handlowego. Wchodzimy. Ja oglądam akcesoria komputerowe, koleżanka bluzki.
Godzina 11:01
Jesteśmy przed szkołą. Grozimy dyżurnym (z gimnazjum), żeby nam otworzyli drzwi (szkolny domofon). Udało się.
Godzina 11:10
Jemy obiad w szkolnej stołówce. Na obiad :coś podobnego do kaszanki( tylko rzadkie), surowe ziemniaki i tego czego zawsze jest najwięcej: buraczki, zupa (trudno powiedzieć jaka).
Godzina 11:12
Nasz dyrektor wchodzi do kuchni. Kątem oka można zauważyć jak zapala papierosa.
Godzina 11:25
Dzwonek na lekcję-pierwsza to historia. Idziemy do sklepiku i kupujemy paluszki. Idziemy pod klasę. Sorka jeszcze nie przyszła.
Godzina 11:35
Zaczynamy lekcję (zapomniała o kartkówce).
Godzina 11:40
Koleżanka kłuje mnie długopisem w plecy, pod wpływem bólu gwałtownie podskakuje.
Godzina 11:50
Sorka zbacza z tematu i opowiada o: pogodzie, wymianie okna na plastyki, LCD, domofonie szkolnym, jej wycieczce do Francji, Grecji *.
Godzina 12:10
Długa przerwa.
Godzina 12:25-14:00
Inne lekcje - nie mniej fascynujące.
Godzina 14:07
Lekcja j. angielskiego. Nasza ulubiona. Pani która nas uczy jest z Czech, a z polskim ma tyle wspólnego co ja z gotowaniem (domyślacie się).
Godzina 15:00
W-F. Sorka proponuje nam wyjście na dwór. Idziemy z koleżankami na wino. Podczas przechodzenia przez płot szkolny, jedna z dziewczyn zaklinowała nogę. Reszta szybko jej pomogła i możemy ruszać dalej.
Godzina 15:20
Wysyłamy jedną z koleżanek do najbliższego sklepu, sprzedawczyni kieruje ją do spożywczego obok. Dalej padło na mnie. Wchodzę i zaczynam swą grę:
-Dzień dobry-uśmiecham się
-Dzień dobry- odpowiada uśmiechając się podejrzliwie
-Poproszę wino do 4zł (tyle miałyśmy po zrzutce)
-Masz 18 lat?
-Tak-odpowiadam stanowczo-Nie wyglądam?
Sprzedawczyni krzywiła się patrząc na mnie i poszła na zaplecze. Wróciła z winem.
- 3,80 zł-mówi
Płacę.
Godzina 15:30
Pijemy i palimy z koleżankami na jakimś zadupiu. Fajna masa. Robi się późno.
Godzina 16:00
Lekcja biologii. Jeden z kolegów czuje wino i podejrzanie na nas spogląda.
-Hej. .nie podzieliły się??!!
Godzina 16:45
Wychodzimy do "domu". Idziemy z koleżankami na przystanek i gadamy następną godzinę.
Godzina 18:00
Jestem w domu. Jestem głodna. Mam ochotę na jajka na miękko. Robię sobie. Idę z przygotowanym jedzeniem oglądać TV. Rozbijam skorupkę i co widzę??? Jajko jest surowe. Wyrzucam do śmieci.
Godzina 18:20 sekund 01
Robię sobie kanapki z wędliną. Idę z nimi oglądać TV. Ale czegoś mi tu brakuje. Idę do kuchni zaparzyć herbatę.
Godzina 18:20 sekund 15
Wracam. Wędlina znikła. Po zastanowieniu odkryłam, że nie dałam nic do jedzenia mojemu psu.
Godzina 18:30
Zaczynam jeść kluski z truskawkami, tym razem w kuchni (człowiek uczy się na błędach).
Godzina 18:45
Idę odrabiać lekcje.
Godzina 19:20-19:23
Odrabiam lekcje.
Godzina 19:40-20:25
Oglądam serial obyczajowy na TVN.
Godzina 20:30
Wchodzę na czaterię.
Godzina 20:47
Podłącza się do mnie jakiś zboczeniec (ale wcale mnie to nie dziwi: kanał-seks, nick-sexygirl).
Godzina 22:00
Gram w grę z jakimś pedałem.
Godzina 23:50
Mam dość idę spać
godzina 00:10
(coś źle nastawiłam i włączyła się wieża...)
Krzyki Limp Bizkit wspaniale zachęcają mnie do wstania z łóżka.. odruchowo włączam telewizor-na rtl2 leci jakiś pornos:
-dziwne o siódmej rano?? Teraz powinno lecieć moje ulubione anime*!!!?? (myślę głośno)
Patrzę na zegarek.........-o qr**!!!!!
Wyłączam odbiornik i idę spać.
Godzina 08:00
Zostaje obudzona przez psa (14kg), który "przypadkowo" nadepnął mi na brzuch. Włączam TV-tym razem wszystko normalnie. Idę do łazienki. Następnie udaję się w stronę kuchni. Otwieram lodówkę- jak zwykle nic nie ma. Wyjmuję mleko i próbuje zagotować. Za 17 razem udaje mi się podpalić gaz. OK.!- wykrzykuje. Idę oglądać TV (całe szczęście- dzisiaj do szkoły mam na 11:25).
Godzina 08:04
Po paru minut pies zaczyna szczekać. Przypominam sobie o mleku. Kiedy już opanowałam sytuację, biorę ulubiony kubeczek z napisem: "I kill Britney and some skin's" i wsypuje do niego kawę. Po chwili orientuje się w sytuacji- biorę drugi kubek i wsypuję kakao.
Godzina 08:06
Zabieram śniadanie (pączek i kakao) i idę oglądać TV.
Godzina 08:28
Skończyłam jeść i śpiewać "Stronger". Udaję się ponownie do łazienki.
Godzina 08:30
Nakładam pastę na szczoteczkę i wkładam do ust. Patrząc w lustro spostrzegam, że to nie moja szczoteczka! Przypominam sobie, iż wczoraj myłam nią zabłocone glany.
Godzina 08:45
Włączam komputer.
Godzina 09:00
Odbieram pocztę (20 maili- w tym 2 normalne)
Godzina 09:20
Gram w grę przeglądarkową - nie ma to jak poranny sport.
Godzina 09:45
Dzwonek od domofonu (podchodzę do aparatu):
-Słucham! - mówię to poważnym głosem
-Idziesz do szkoły?- ironicznie pyta koleżanka z klasy
-(chwila zastanowienia i spoglądania na zegarek) Co tak wcześnie??
-Nudziło mi się w domu, idziesz?!
(zauważcie iż nadal nie jestem ubrana)
-Idę...wejdź na górę! (mieszkam na I piętrze)
-Nie...poczekam..
-To długo potrwa!
-Nie.......
Po pięciu minutach udaję mi się ją przekonać.
Pędzę do pokoju i wkładam spodnie.
Godzina 10:00
Jestem ubrana. Pakuję książki do plecaka. Podnoszę plecak. Za ciężko. Przecież muszę dbać o figurę! Wyjmuję parę (wszystkie).
Godzina 10:23
Wiążę sznurówki od moich glanów, znowu jedna się urwała. Koleżanka (trochę hipiska) robi mi uwagi w stylu: glany świecą ci się jak skinowi!
Godzina 10:45
Wychodzimy z domu. Rozmawiamy o kilku nieznośnych kolegach i koleżankach z klasy. Potem klniemy nauczycieli. Idziemy na cmentarz, następnie stwierdzamy iż nie mamy ochoty na szlugi. Przechodzimy obok domu handlowego. Wchodzimy. Ja oglądam akcesoria komputerowe, koleżanka bluzki.
Godzina 11:01
Jesteśmy przed szkołą. Grozimy dyżurnym (z gimnazjum), żeby nam otworzyli drzwi (szkolny domofon). Udało się.
Godzina 11:10
Jemy obiad w szkolnej stołówce. Na obiad :coś podobnego do kaszanki( tylko rzadkie), surowe ziemniaki i tego czego zawsze jest najwięcej: buraczki, zupa (trudno powiedzieć jaka).
Godzina 11:12
Nasz dyrektor wchodzi do kuchni. Kątem oka można zauważyć jak zapala papierosa.
Godzina 11:25
Dzwonek na lekcję-pierwsza to historia. Idziemy do sklepiku i kupujemy paluszki. Idziemy pod klasę. Sorka jeszcze nie przyszła.
Godzina 11:35
Zaczynamy lekcję (zapomniała o kartkówce).
Godzina 11:40
Koleżanka kłuje mnie długopisem w plecy, pod wpływem bólu gwałtownie podskakuje.
Godzina 11:50
Sorka zbacza z tematu i opowiada o: pogodzie, wymianie okna na plastyki, LCD, domofonie szkolnym, jej wycieczce do Francji, Grecji *.
Godzina 12:10
Długa przerwa.
Godzina 12:25-14:00
Inne lekcje - nie mniej fascynujące.
Godzina 14:07
Lekcja j. angielskiego. Nasza ulubiona. Pani która nas uczy jest z Czech, a z polskim ma tyle wspólnego co ja z gotowaniem (domyślacie się).
Godzina 15:00
W-F. Sorka proponuje nam wyjście na dwór. Idziemy z koleżankami na wino. Podczas przechodzenia przez płot szkolny, jedna z dziewczyn zaklinowała nogę. Reszta szybko jej pomogła i możemy ruszać dalej.
Godzina 15:20
Wysyłamy jedną z koleżanek do najbliższego sklepu, sprzedawczyni kieruje ją do spożywczego obok. Dalej padło na mnie. Wchodzę i zaczynam swą grę:
-Dzień dobry-uśmiecham się
-Dzień dobry- odpowiada uśmiechając się podejrzliwie
-Poproszę wino do 4zł (tyle miałyśmy po zrzutce)
-Masz 18 lat?
-Tak-odpowiadam stanowczo-Nie wyglądam?
Sprzedawczyni krzywiła się patrząc na mnie i poszła na zaplecze. Wróciła z winem.
- 3,80 zł-mówi
Płacę.
Godzina 15:30
Pijemy i palimy z koleżankami na jakimś zadupiu. Fajna masa. Robi się późno.
Godzina 16:00
Lekcja biologii. Jeden z kolegów czuje wino i podejrzanie na nas spogląda.
-Hej. .nie podzieliły się??!!
Godzina 16:45
Wychodzimy do "domu". Idziemy z koleżankami na przystanek i gadamy następną godzinę.
Godzina 18:00
Jestem w domu. Jestem głodna. Mam ochotę na jajka na miękko. Robię sobie. Idę z przygotowanym jedzeniem oglądać TV. Rozbijam skorupkę i co widzę??? Jajko jest surowe. Wyrzucam do śmieci.
Godzina 18:20 sekund 01
Robię sobie kanapki z wędliną. Idę z nimi oglądać TV. Ale czegoś mi tu brakuje. Idę do kuchni zaparzyć herbatę.
Godzina 18:20 sekund 15
Wracam. Wędlina znikła. Po zastanowieniu odkryłam, że nie dałam nic do jedzenia mojemu psu.
Godzina 18:30
Zaczynam jeść kluski z truskawkami, tym razem w kuchni (człowiek uczy się na błędach).
Godzina 18:45
Idę odrabiać lekcje.
Godzina 19:20-19:23
Odrabiam lekcje.
Godzina 19:40-20:25
Oglądam serial obyczajowy na TVN.
Godzina 20:30
Wchodzę na czaterię.
Godzina 20:47
Podłącza się do mnie jakiś zboczeniec (ale wcale mnie to nie dziwi: kanał-seks, nick-sexygirl).
Godzina 22:00
Gram w grę z jakimś pedałem.
Godzina 23:50
Mam dość idę spać
Subskrybuj:
Posty (Atom)